Czyli wszystko o “high-need baby“
Już w szpitalu zauważyłam, że moje dziecko różni się od innych noworodków. Nie chciało ssać smoczka, za to ciągle domagało się piersi. Z trudem wymykałam się do łazienki, bo od razu płakał. W nocy, zamiast w łóżeczku, ciągle chciał leżeć przy mnie. Po powrocie do domu było jeszcze gorzej.
Już w szpitalu zauważyłam, że moje dziecko różni się od innych noworodków. Nie chciało ssać smoczka, za to ciągle domagało się piersi. Z trudem wymykałam się do łazienki, bo od razu płakał. W nocy, zamiast w łóżeczku, ciągle chciał leżeć przy mnie. Po powrocie do domu było jeszcze gorzej.
- Od początku nie uznawał smoczka ani butelki. Akceptował tylko mleko z piersi, później z trudem wprowadzałam pokarmy stałe.
- Gdy chciałam odłożyć go do łóżeczka, od razu się wybudzał z płaczem. Jedyne miejsce, gdzie spokojnie spał, to nasze łóżko. W dzień było to 10-20 minut snu, w nocy wybudzał się co trzy godziny, czasami częściej.
- Był bardzo wrażliwy na mokrą pieluszkę. Domagał się przewinięcia nawet, gdy delikatnie ją posikał.
- Nikt nie mógł brać go na ręce, bo od razu krzyczał. Nie mogłam go też z nikim zostawić, nawet na godzinę. Potrafił płakać i krzyczeć "nonstop", aż do mojego powrotu.
- Na spacerach, gdy był w wózku od razu krzyczał. Tylko na rękach był spokojny.
Intensywne macierzyństwo, tak mogę nazwać pierwsze półtora roku. W trudnych momentach pomagała mi świadomość, że synek nie robił tego specjalnie, ani na złość. Po prostu był bardziej wrażliwy i wymagający. Dopiero jakiś czas temu dowiedziałam się, że takie dzieci określane są “high-need baby“. Według teorii pedagoga Williama Searsa, którą opracował razem z żoną, mój "high need baby" w przyszłości będzie:
- ciekawy świata,
- pewny siebie,
- ambitny,
- zaradny,
- towarzyski,
- pełny entuzjazmu.
- Pogodziłam się z tym, że niemowlę jest bardziej wymagające, niż te opisywane w gazetkach. Zaczęłam stawiać realne oczekiwania wobec dziecka i okazywać mu więcej czułości. Wiem, że od noszenia na rękach, czy przytulania nie rozpieszczę dziecka.
- Przestałam ciągle zaciskać zęby w nadziej, że ta sytuacja szybko się zmieni. Gdy byłam zmęczona, czy zdenerwowana nauczyłam się prosić o pomoc.
- Wyznaczałam jasne granice i staram się być konsekwentna. Wiem, że dziecko potrzebuje wyraźnych zasad, których może się uczyć. To zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa i jest spokojniejsze. Wciąż trzymam się tej zasady.
- Staram się zawsze doceniać zalety dziecka. Gdy czasami mam ochotę powiedzieć, że jest bardzo uparty, próbuję docenić jego temperament i to, że konsekwentnie dąży do celu. Wierzę, że w przyszłości będzie to jego atutem.
- Przestałam kierować się radami, co maluch w jego wieku powinien umieć, gdzie spać, czy jak często jeść. Każde dziecko ma inne tempo rozwoju. Staram się więc, obserwować go i na bieżąco szukać rozwiązań, zamiast kierować się schematami.
- Spotykam się z rodzicami, którzy mają podobne dzieci. Dzielimy się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami i jesteśmy dla siebie wsparciem. To pomaga w lepszym zrozumieniu dziecka i wypracowania odpowiednich metod.
Gdy nauczyłam się rozpoznawać sygnały i potrzeby dziecka, szybko przekonałam się, że z pozoru trudne i wymagające maleństwo, jest po prostu ciekawe świata i spragnione bliskości. Mój maluszek od początku sprawiał wrażenie, że wie czego chce i uparcie dąży do celu.
Zdjęcia są własnością: Joanna i Mariusz Nowak
Wszystkich zainteresowanych,
zachęcam do kontaktu.
Serdecznie pozdrawiam!
Joanna Nowak
joanna.nowak@mail.com
.jpg)

